Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem Szefem, meliniarzem, przekrętem Zjem te dziecinadę przed skrętem Całą waszą gażę tutaj zajebie se z sejfem Rapsy nawinięte, blanty zawinięte
/ Sam sobie, sam sobie / Sam sobie sterem, żaglem, okrętem [x3] / Sam sobie.. / Nie umiem dbać o siebie - nie umiem. The 50th Lecą lata i się robi co raz ciężej Chciałbym jak dziecko
jak pączek w maśle czyli sam sobie sterem i okrętem przez całe nasze wspólne życie mieliśmy własną firmę.Bywało bardzo ciężko.masa kłopotów, jednak i satysfakcja spora. Narzekałam na brak wolności bo w zasadzie trzy razy ,dokładnie TRZY razy mieliśmy "prawdziwy" urlop a i tak na środku morza będąc ( pamiętny rejs jachtem
POradzą sobie, państwo nie ma sądownictwa a prawnicy są sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Wyinterpretują sobie co celebrytom będzie POtrzeba, vide red.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem (Сам собі штурвал, вітрило, корабель) — це про самостійність. Так можна сказати про людину, яка сама собі господар і сам за себе відповідає.
"Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem" ⛵⛵⛵No właśnie! Bo po co się ograczniać tylko do lekcji, skoro sama możesz podkręcić swoje wyniki o kolejne 50%? Podrzucam Ci kilka pomysłów na to, jak
E1rgeT. Tiger Woods, Quicken Loans National, Robert Trent Jones Golf Club, Gainesville, Virginia, USA, EPA/PETE MAROVICH Dostawca: PAP/EPA. Tiger Woods postanowił tuż przed świętami ogłosić światu, że rozwiązuje współpracę ze swoim dotychczasowym trenerem Chrisem Como, na bliżej nieokreślony czas akceptując swoją własną kandydaturę na tę intratną posadę. Chyba nikt nie odważyłby się kwestionować dogłębnej wiedzy technicznej 14 – krotnego zwycięzcy turniejów wielkoszlemowych. Jego dotychczasowi trenerzy zawsze podkreślali zrozumienie i zainteresowanie Woodsa wszelkimi niuansami technicznymi wprowadzanymi na przestrzeni lat w jego grze. To zawsze był jego „konik”. Pierwszym z brzegu przychodzącym na myśl przykładem z nieco innym podejściem do tej materii, może być Dustin Johnson, którego aspekty techniczne interesują mniej więcej tyle co zeszłoroczne roztopy. W przypadku Tigera każda zmiana, plan treningowy, drobiazg musiał być dogłębnie przez niego zrozumiany i zaakceptowany. Nigdy nie był on biernym wykonawcą poleceń trenerów. Tiger musiał mieć swój udział w procesie treningowym i miewał też różne autonomiczne pomysły, które czasami wprowadzały sporo zamieszania. Bardzo ciekawie opisuje te aspekty Hank Haney w książce The Big Miss, przybliżającej ich 6 – letnią współpracę. Haney był drugim z czterech trenerów Tigera, a przejął on schedę po słynnym Butchu Harmonie. Epoka Butcha trwała od 1996 roku, samego początku profesjonalnej kariery Tygrysa, aż do roku 2003. Wygrali oni wspólnie 8 Majorów w 24 podejściach, a w 127 występach na PGA TOUR Tiger zdobył 34 tytuły, co daje 26,8 % skuteczności. Hank z kolei trenował Tigera w latach 2004 – 2010. Ich współpraca zaowocowała wygraniem sześciu turniejów Wielkiego Szlema, spośród 23 startów. Tiger wygrał w tym czasie 31 turniejów PGA TOUR w 93 startach, co daje całkiem sympatyczne 33,3% skuteczności. Hank bywał gościem w domu Tigera ponad 30 dni w roku, panowie potrafili spędzać razem ponad 100 dni w roku, a w kolejne 100 dni rozmawiali przynajmniej telefonicznie. Mimo to ich współpraca zakończyła się z dnia na dzień, kiedy Mistrz uznał to za stosowne. Książka, którą w 2012 roku wydał Haney tylko dolała dziegciu do ich późniejszych, nie do końca wzorcowych relacji. Butch i Hank byli ostatnimi jak do tej pory trenerami, z którymi Tiger wygrywał turnieje wielkoszlemowe. Kolejnych dwóch nauczycieli może pochwalić się zerowym dorobkiem w tej dziedzinie. Po Hanku opieką nad Tigerem zajął się Sean Foley, który pełnił swoją funkcję w latach 2010 – 2014. Tiger wygrał w tym czasie 8 tytułów PGA TOUR w 55 startach (14,5%), grając w turniejach wielkoszlemowych 13 – krotnie. Relacja z Chrisem Como zaczęła się w listopadzie 2014 roku i objęła w sumie 16 startów na przestrzeni trzech lat. Współpraca nie przebiegała jednak owocnie, głównie z powodu pasma kontuzji Tigera. Duet nie wygrał żadnego turnieju, nie mając zresztą zbyt wielu do tego okazji. Tiger tylko raz, w 2015 roku zdołał zagrać coś na kształt pełnego sezonu, rozgrywając wówczas w sumie 11 turniejów. Hank Haney pytany w 2014 roku o nowego trenera swojego dawnego podopiecznego odpowiedział: ”Najtrudniejsze w trenowaniu Tigera jest to, że on nie jest zwykłym uczniem. Można mieć ogromną wiedzę, ale żeby poradzić sobie z kimś takim jak Tiger, potrzeba dużo doświadczenia. Ja miałem doświadczenie i Butch je miał i obaj odnieśliśmy spory sukces. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś z odpowiednią wiedzą, ale małym doświadczeniem potrafił dotrzeć do kogoś takiego jak Tiger Woods.” Warto dodać, że Hank rzeczywiście wiedział o czym mówi. Znał przecież dobrze zarówno Tigera jak i Chrisa Como, który wcześniej pracował w jego Akademii w Dallas. 22 grudnia Tiger Woods wydał oświadczenie na Twitterze: „Od czasu operacji scalenia kręgów ciężko pracowałem, żeby na nowo zrozumieć swoje ciało i swing golfowy. Robiłem to polegając głównie na moim wyczuciu i latach ciężkiej pracy z Chrisem. W tym momencie myślę, że najlepsze będzie kontynuowanie tej pracy tylko przeze mnie samego. Jestem wdzięczny Chrisowi za jego dotychczasowe wysiłki i darzę go wielkim szacunkiem.” Tiger's new swing coach is…Tiger. — (@golf_com) December 25, 2017 W odpowiedzi pan Como wypowiadał się równie pochlebnie na temat Tigera i jego decyzji pisząc w swoim oświadczeniu dla Golf Channel o tym, że elektryzująca gra Tygrysa w Hero World Challenge była następstwem ich wspólnej ciężkiej pracy na przestrzeni ostatnich kilku lat, torpedowanej kontuzjami i bólem. Como podkreślał również, że Tiger jest teraz gotów na nowy rozdział swojej kariery, a on nie może się doczekać, żeby zobaczyć jeden ze sportowych powrotów wszechczasów. Welcome to the 2017 #heroworldchallenge | @TigerWoods — TGR Live (@TGRLiveEvents) November 26, 2017 Ostatni triumf Tigera Woodsa mogliśmy podziwiać dość dawno temu, w 2013 roku podczas WGC-Bridgestone Invitational. Ostatni turniej wielkoszlemowy Tygrys wygrywał podczas US Open w 2008 roku, gdzie grając z rozerwanym więzadłem w lewym kolanie i złamaną w dwóch miejscach piszczelą pokonał jednym uderzeniem Rocco Mediate po osiemnastu dołkach dogrywki! To było heroiczne zwycięstwo, które pokazało nam z jakiego kalibru sportowcem mamy do czynienia. Na razie wciąż nieznana jest data, kiedy po raz pierwszy w 2018 roku zobaczymy w akcji 79 – krotnego zwycięzcę turniejów PGA TOUR. On sam podkreśla, że jego priorytetem będą turnieje wielkoszlemowe, wokół których skomponuje swój grafik. Póki co nie potrafi też określić jak długo wytrwa bez kolejnego nauczyciela: „Aktualnie nie ma agendy zatrudnienia nowego trenera.” Jak Tiger sprawdzi się jako swój własny coach? Jak długo wytrzyma na tym stanowisku? Jakie będą efekty tego eksperymentu? Poczekajmy na dalszy rozwój wydarzeń. Napisała: Kasia Nieciak
Rośnie liczba bydgoszczan, którzy zakładają własne Wieliński po dwóch latach pracy w jednej z firm sektora finansów i ubezpieczeń postawił wszystko na jedną kartę. - Zrezygnowałem z etatu i rozpocząłem pracę na własny rachunek. Zostałem pośrednikiem ubezpieczeniowym - opowiada Wieliński. - Tej decyzji nie żałuję. Sam sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem. Nie muszę siedzieć za biurkiem przez osiem godzin dziennie. Kiedy chcę wziąć wolny dzień, nie muszę nikomu się tłumaczyć z tego. Chodzi też o zarobki. Nie ukrywam, teraz mam więcej pieniędzy, niż na przedsiębiorcy Z miesiąca na miesiąc wzrasta liczba osób, które zgłaszają się do Centrum Wspierania Samozatrudnienia działającego przy urzędzie miasta na ul. Grudziądzkiej 9-15. To tutaj dowiedzą się, jak krok po kroku założyć działalność. - W drugim półroczu ubiegłego roku przyszło do nas 480 bydgoszczan chcących założyć własne firmy. W pierwszym półroczu tego roku takich osób zgłosiło się do nas już 810 - informuje Radosław Ostrówka, koordynator w centrum. Powiększa się nie tylko grono zainteresowanych prowadzeniem własnej firmy, ale i udziałem w szkoleniach "ABC biznesu" (te kursy bezrobotnym opłaca Powiatowy Urząd Pracy). Jeszcze do marca zajęcia w 25-osobowych grupach odbywały się raz na miesiąc, od kwietnia - dwa razy. Budowlanka i handel I efekty są: - Tylko w lipcu tego roku zarejestrowaliśmy 240 podmiotów. Przeważała branża budowlana i handel - mówi Henryka Ławska, zastępca dyrektora Wydziału Rozwoju i Strategii Miasta w ratuszu. - Taka sytuacja cieszy, bo z naszych statystyk znikają kolejni bezrobotni - podsumowuje Barbara Grabowska, dyrektor urzędu pracy. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Menedżerowie ryzyka żyją pod presją zmieniającego się otoczenia gospodarczego, w tym sytuacji na rynkach ubezpieczeniowych, pojawiających się nowych ryzyk i zagrożeń, a także nowych odkryć, metod i technik zarządzania ryzykiem. Skutkiem jest ciągła niepewność, czy zachodzące zmiany nie wyprzedzają ich samych oraz firm, za których bezpieczeństwo odpowiadają. W 2003 roku, kiedy jako jeden z pierwszych risk managerów w Polsce rozpoczynałem wdrażanie systemu ERM w firmie, która zdecydowała się na to jako pierwsza w Polsce, w pełni odczułem tę presję i, niestety, bezradność. Dotarłem do wszystkich polskojęzycznych, dostępnych wówczas materiałów na temat ERM – a było to w sumie 16 (słownie: szesnaście) stron. Nie dotarłem natomiast do żadnych innych menedżerów ryzyka w naszym kraju, bo ich nie było lub pozostawali w uśpieniu. A może mógłbym wówczas po prostu zadzwonić do organizacji risk managerów i dowiedzieć się: kto organizuje kursy zarządzania ryzykiem lub jakie uniwersytety wykładają ERM? gdzie znajdę najlepszych ekspertów ERM w Polsce lub Europie? kto ma doświadczenie we wprowadzaniu zarządzania ryzykiem w firmach o podobnym profilu? gdzie znajdę innych risk managerów z tego sektora oraz jakich ryzyk należy się w tej branży spodziewać? jakie kwalifikacje powinienem posiadać, aby poradzić sobie z tą gamą ryzyk? z usług których konsultantów warto skorzystać, a którzy tylko „mydlą oczy”? Mógłbym wówczas śmiało zadać te pytania, gdybym… pracował np. w Wielkiej Brytanii, gdzie zarządzanie ryzykiem ma ponadczterdziestoletnią tradycję. Dylemat przed jakim stanąłem w 2003 roku (a dzisiaj stoi przed nim zapewne kilkudziesięciu menedżerów ryzyka w Polsce) rozwiązałem przystępując do tysiącosobowej rodziny brytyjskich risk managerów – stowarzyszenia AIRMIC. Z Poznania do Londynu jest wprawdzie dość daleko, ale warto było się pofatygować. Pięć lat później firma, w której wprowadzałem system ERM, mogła się pochwalić w pełni funkcjonującym, najlepszym wówczas w Europie programem zarządzania ryzykiem. Gdzie szukać, czego oczekiwać? Wspomniany AIRMIC jest bardzo silnym – zarówno liczebnie, merytorycznie, jak i lobbingowo – ale nie jedynym, stowarzyszeniem zawodowych menedżerów ryzyka. Takich stowarzyszeń jest tylko w Europie kilkadziesiąt, jest ich również sporo w rozwiniętych gospodarkach obu Ameryk, kilkanaście w Azji oraz kilka w Afryce. Stowarzyszenia z kolei łączą się w organizacje „parasolowe”, federacje – jak choćby Europejska FERMA czy światowa IFRIMA. Czy przystąpienie do stowarzyszenia jest panaceum na wszelkie zmartwienia menedżera ryzyka? Tak, na większość z nich – pod warunkiem, że jest to dobry (czytaj aktywny i samodzielny) menedżer oraz dobre (czytaj aktywne i posiadające liczne kontakty międzynarodowe) stowarzyszenie. Czego z kolei można oczekiwać od stowarzyszenia zawodowych menedżerów ryzyka? Przede wszystkim powinno ono być źródłem know-how: organizatorem wykładów, spotkań i warsztatów tematycznych. Bardzo istotne jest też to, iż dobór zagadnień i tematów wynika bezpośrednio z „zamówienia społecznego” członków, są więc one zawsze na czasie. Stowarzyszenie, jako płaszczyzna dla kontaktów społeczności zawodowej, umożliwia wymianę żywych doświadczeń, dzielenie się sukcesami i porażkami oraz uchylanie rąbka tajemnicy jak do nich doszło. Nam, niestety, jeszcze sporo brakuje do brytyjskiej kultury – już może nie tyle zarządzania ryzykiem, co w ogóle uprawiania biznesu – gdyż prawdopodobnie nie potrafilibyśmy publicznie przyznać się do popełnionych błędów i wpadek, po to aby oszczędzić ich innym – w tym konkurentom. W brytyjskim AIRMIC powszechne przyjęcie tzw. The Chatham House Rule umożliwia zrzeszonym risk managerom bardzo swobodną wymianę doświadczeń bez obawy, że złamią zasadę lojalności czy poufności wobec pracodawcy. Zebranie kilkudziesięciu zawodowców w jednym miejscu nieuchronnie prowadzi do porównań: Jak sobie radzę w porównaniu z moimi kolegami po fachu? Jak wygląda moja firma na tle innych firm z naszego sektora? Formalny lub nieformalny benchmarking to kolejna wartość dodana, jakiej można się spodziewać po wstąpieniu do stowarzyszenia. Nie do przecenienia jest również możliwość osobistego spotkania się i porozmawiania, przy obiedzie lub podczas zorganizowanej dyskusji, z guru i legendami światowego ERM. To magnes, który przyciąga na doroczne konferencje organizowane przez większość krajowych stowarzyszeń. Przykładowo, na konferencji Polrisk w 2008 roku gościli Paul Hopkin (UK), Ralf Oelssner (DE), Gert Cruywagen (RPA), Hans Gorree (NL) i Reginald Haman (RPA). Niewykluczone, że na którejś z kolejnych konferencji w Warszawie pojawią się goście z amerykańskiego RIMS lub australijskiego RMIA. W dojrzałych stowarzyszeniach – zarówno wiekiem, wpływami, jak i głębokością portfela (czego, niestety, nie można jeszcze powiedzieć o naszym rodzimym Polrisku) – ich członkowie mogą spodziewać się wielu luksusowych dodatków. Wśród nich jest dostęp do kursów, szkoleń i kierunkowych fakultetów na uczelniach, których program powstaje niemal na zamówienie stowarzyszeń. Przykładowa lista takich kursów znajduje się na witrynie FERMA. AIRMIC stworzył nawet swoją firmę-córkę, zarządzaną przez Davida Gamble (b. dyrektora AIRMIC), specjalizującą się w tworzeniu i sprzedawaniu różnorodnych kursów on-line z zakresu zarządzania ryzykiem, jak np. Prorim ( – Polrisk uzyskał dla swoich członków zniżkę na uczestnictwo w kursie Prorim. Lobby risk managerów Aktywne stowarzyszenia tworzą mechanizmy komunikowania i ostrzegania członków o nowych ryzykach, zjawiskach, narzędziach, regulacjach oraz dostarczają porad, jak sobie z nimi radzić. Powstają grupy robocze, skupione wokół konkretnego zadania bądź poświęcone problemom określonego sektora. Te pierwsze pracują aż do rozwiązania problemu lub wypracowania praktyki postępowania wobec niego, a treść rozwiązania jest publikowana i promowane jest ono przez stowarzyszenie jako norma rynkowa. Można wspomnieć chociażby opublikowany niedawno przez AIRMIC przewodnik dotyczący transparentności brokerów. Raz do roku stowarzyszenia publikują specjalistyczne „książki telefoniczne” usługodawców, z których zwykle korzystają risk managerowie: ubezpieczycieli, brokerów, konsultantów ERM, konsultantów specjalistycznych dziedzin, producentów specjalistycznego oprogramowania itp. Niejednokrotnie bywają to bardzo grube książki telefoniczne … Silne liczebnie oraz merytorycznie stowarzyszenia nie ograniczają się zresztą do informowania członków o zmianach na rynku ubezpieczeniowym, ale je współtworzą. Reprezentują oraz ochraniają interesy menedżerów ryzyka i ubezpieczeń, współpracują z ubezpieczycielami i ich organizacjami. Przykłady znów pochodzą z rynku brytyjskiego i dotyczą wypracowania warunków, na jakich brytyjscy ubezpieczyciele pokryją ryzyko ognia w budynkach z płyt warstwowych (tzw. sandwitch panels), a także wypracowania dobrych praktyk, którymi ubezpieczyciele powinni się kierować przy likwidacji szkód i wypłacie odszkodowań. Pozycja stowarzyszenia AIRMIC jest już tak mocna, że dyktuje ono reguły gry całemu rynkowi – ubezpieczycielom, brokerom i konsultantom. Mając taką pozycję, wystarczy jeden krok do lobbowania za konkretnymi rozwiązaniami legislacyjnymi i współpracy z regulatorami. AIRMIC jest równym partnerem dla FSA (Financial Services Authority) w kwestiach zasad transparentności brokerów lub tzw. contract certainty. Na poziomie europejskim tubą risk managerów jest FERMA (Federation of European Risk Management Associations), która czujnie śledzi pomysły dotyczące kolejnych dyrektyw, a w powstawaniu wielu z nich aktywnie uczestniczy, w osobie Thierry Van Santena. Silniejsze finansowo stowarzyszenia mogą sobie pozwolić na wydawanie własnych czasopism. Brytyjski AIRMIC wydaje „Strategic Risk” ( amerykański RIMS – „Risk Management Magazine”, a południowoafrykański IRMSA jest wydawcą „Enterprise Risk” ( W tym kontekście dziwi fakt, że FERMA, federacja dysponująca prawie 1,5 mln euro rezerw, nie zaczęła jeszcze wydawać swojego miesięcznika z prawdziwego zdarzenia … Na naszym podwórku i gdzie indziej Stowarzyszenie Polrisk, chociaż ma krótka historię, może się już pochwalić setką członków i poważnym dorobkiem. Jako jego współzałożyciel mogę powiedzieć, że powstało ono z połączenia trzech inicjatyw. Pierwsza to inicjatywa kilku polskich pionierów ERM ściśle współpracujących z władzami FERMA. Druga to inicjatywa Marsh (polska spółka światowego lidera na rynku usług z zakresu ubezpieczeń). Połączyły się one w jeden nurt na samym początku, wspólnie tworząc Polrisk. Od pierwszych chwil dla założycieli Polrisk ważne było zachowanie jednoznacznego i „czystego” profilu typowego członka stowarzyszenia. Trzecia inicjatywa to Forum Menedżerów Ryzyka (FMR), utworzone przez kilku menedżerów związanych z firmą ERA oraz organizacją PKPP „Lewiatan”. FERMA odmówiła jednak FMR członkostwa w tej federacji i inicjatywa ta obumarła, ale jej aktywni jeszcze członkowie zostali z otwartymi ramionami przyjęci przez Polrisk. (…) Pełny tekst artykułu w „Przeglądzie Corporate Governance” nr 3(19) 2009.
Utwór Adama Mickiewicza “Oda do młodości” to jeden z najważniejszych utworów literackich w naszej kulturze. Pokazuje i przeciwstawia sobie dwa pokolenia - młodych i starych, ukazując, jak ważne są zmiany i nowa energia w narodzie. Jak brzmi tekst “Ody do młodości” i jak powinniśmy go interpretować? Zobacz film: "Jak możesz pomóc maluchowi odnaleźć się w nowym środowisku?" spis treści 1. “Oda do młodości” - tekst 2. “Oda do młodości” - interpretacja 1. “Oda do młodości” - tekst Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy; Młodości! dodaj mi skrzydła! Niech nad martwym wzlecę światem W rajską dziedzinę ułudy: Kędy zapał tworzy cudy, Nowości potrząsa kwiatem I obleka w nadziei złote malowidła. Niechaj, kogo wiek zamroczy, Chyląc ku ziemi poradlone czoło, Takie widzi świata koło, Jakie tępymi zakreśla oczy. Młodości! ty nad poziomy Wylatuj, a okiem słońca Ludzkości całe ogromy Przeniknij z końca do końca. Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia Obszar gnuśności zalany odmętem; To ziemia! Patrz. jak nad jej wody trupie Wzbił się jakiś płaz w skorupie. Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem; Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu, To się wzbija, to w głąb wali; Nie lgnie do niego fala, ani on do fali; A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu. Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby: To samoluby! Młodości! tobie nektar żywota Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę: Serca niebieskie poi wesele, Kiedy je razem nić powiąże złota. Razem, młodzi przyjaciele! W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele; Jednością silni, rozumni szałem, Razem, młodzi przyjaciele!... I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu, Jeżeli poległym ciałem Dał innym szczebel do sławy grodu. Razem, młodzi przyjaciele! Choć droga stroma i śliska, Gwałt i słabość bronią wchodu: Gwałt niech się gwałtem odciska, A ze słabością łamać uczmy się za młodu! Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze, Ten młody zdusi Centaury, Piekłu ofiarę wydrze, Do nieba pójdzie po laury. Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga; Łam, czego rozum nie złamie: Młodości! orla twych lotów potęga, Jako piorun twoje ramię. Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy Opaszmy ziemskie kolisko! Zestrzelmy myśli w jedno ognisko I w jedno ognisko duchy! Dalej, bryło, z posad świata! Nowymi cię pchniemy tory, Aż opleśniałej zbywszy się kory, Zielone przypomnisz lata. A jako w krajach zamętu i nocy, Skłóconych żywiołów waśnią, Jednym "stań się" z bożej mocy Świat rzeczy stanął na zrębie; Szumią wichry, cieką głębie, A gwiazdy błękit rozjaśnią - W krajach ludzkości jeszcze noc głucha: Żywioły chęci jeszcze są w wojnie; Oto miłość ogniem zionie, Wyjdzie z zamętu świat ducha: Młodość go pocznie na swoim łonie, A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie. Pryskają nieczułe lody I przesądy światło ćmiące; Witaj, jutrzenko swobody, Zbawienia za tobą słońce! 2. “Oda do młodości” - interpretacja Utwór Adama Mickiewicza “Oda do młodości” pochodzi z 1820 r. i łączy elementy oświecenia z romantyzmem. Oda to typowo klasycystyczny gatunek, który utrzymany jest w podniosłym, wręcz patetycznym tonie i kierowany jest do konkretnego adresata. W tym przypadku odbiorcą tekstu jest młodość - pewien etap życia. Warto zauważyć, że już sam tytuł stanowi przełomowość dzieła, ze względu na połączenie klasycystycznego gatunku z nową tematyką. Podmiot liryczny ukazuje kontrast pomiędzy światem młodych a starych ludzi. Pokazuje podstawowe różnice pomiędzy pokoleniami i przeciwstawia je sobie. Starsi ludzie “Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy […]” są przyziemni, ospali, bezczynni, wyprani z uczuć, zmęczeni życiem i bez energii. Ich świat to “obszar gnuśności zalany odmętem”, który pokrywają “wody trupie”. Podmiot liryczny porównuje starca do “płaza w skorupie”, który “sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”. Ta wizja przeciwstawiana jest z młodością. To "rajska dziedzina ułudy”, kraina, w której “zapał tworzą cudy, nowości potrząsa kwiatem i obleka w nadziei złote malowidła”. Podmiot liryczny zwraca się do młodości, która uskrzydla, dodaje energii i sił. ”Młodości! ty nad poziomy Wylatuj, a okiem słońca Ludzkości całe ogromy Przeniknij z końca do końca” prosi bohater. Wierzy bowiem, że tylko nowe pokolenie może coś zmienić. Nadzieja w młodych ludziach, pełnych zapału i otwartości do zmian. “Oda do młodości” to przykład liryki bezpośredniej. W utworze znajdziemy liczne środki stylistyczne np. epitety (“wieczna mgła”), wykrzyknienia (“młodości!”), peryfrazy ("Dzieckiem w kolebce co łeb urwał Hydrze"), paradoks ("rozumni szałem"), przerzutnie ("ty nad poziomy/wylatuj"), anafory (“Gwałt i słabość bronią wschodu; Gwałt niech gwałtem się odciska"), powtórzenia - "Razem młodzi przyjaciele!", alegorie - "wody trupie". polecamy
Jakiś czas temu wspominałam, kiedy zorganizowałam jeden z moich pierwszych eventów. Ileż to było zapisków, poprawek, pomysłów, ekscytacji i emocji. Było to otwarcie pierwszego hipermarketu budowlanego w Szczecinie. Wydarzenie było już mocno nagłośnione przez media, zwłaszcza prasę i radio. To nie był jeszcze czas mediów społecznościowych, a mimo to presja była ogromna. To był mój pomysł od A do Z. Szczegółowe ustalenia z Klientem, zaakceptowane atrakcje, najlepszy prowadzący, sprawdzeni podwykonawcy, dekoracje, gadżety dla gości, catering – ach cóż to był za dzień! Poczucie odpowiedzialności za całą organizację dawało kopa! Byłam pewna, że wszystko było pod kontrolą. Sama pełniłam kilka funkcji na raz i to w jednym czasie – takie osiem w jednym. Ja jako asystent managera- wszystkie drobne zmiany – uwzględnione! Ja jako koordynator – spięte wszystkie elementy, w tym zmiany w scenariuszu na ostatnią chwilę – dokonane! Ja jako event manager:- krok w krok za klientem: znam wszystkie odpowiedzi na każde zadane pytanie! No jest fantastycznie! Przecież sama ogarniam wszystko, nic nie może się stać. To nic, że nie śpię po nocach, a mój czas pracy to 24h- to działa! NIC BARDZIEJ MYLNEGO… Dzień Otwarcia był dla mnie wielkim sprawdzianem. To nie był dobry dzień – tragiczny wypadek polskiego autokaru we Francji położył się cieniem na atmosferze w kraju. Rząd ogłosił żałobę narodową, a ja musiałam natychmiast zareagować. Scenariusz całego wydarzenia trzeba było go napisać od nowa. Groziła nam też zmiana daty. Czy dostałam zimny prysznic? Nie, to było tsunami! Przytomność umysłu, szybkie i trafne decyzje spowodowały, że wszystko się powiodło. Coś do mnie wtedy dotarło. To nie jest praca dla jednej osoby! Nie tylko z powodu nagłej, nieprzewidzianej sytuacji, ale przede wszystkim dlatego, że podstawą pracy event managera jest mądre delegowanie zadań osobom, które są fachowcami w swojej dziedzinie. Oszczędzam w ten sposób czas, minimalizuję błędy, a w mojej głowie jest spokój. No nie całkiem, ponieważ stres i napięcie są zawsze! Zastanawiały mnie kiedyś te dziwne stanowiska w branży eventowej: junior event specialist, design manager, creative manager. Jednak wraz ze zdobywanym doświadczeniem i rozwojem rynku, stały się one oczywistością, i co więcej potrzebą. Umiejętność bycia tu i tam- TAK, ale bycie „wielozadaniowcem” – NIE. Branie całość wydarzenie na swoje barki po prostu nie działa, a ponadto ma zły wpływ na wizerunek firmy. Event uzależniony jest od ludzi, fachowców, osób bezgranicznie zaangażowanych w projekty. I taki zespół stworzyłam w IN SPE. Nie było to proste z wielu względów: emigracja zdolnych, młodych ludzi z Poslki, brak możliwości kształcenia się w dziedzinie eventów. A przede wszystkimi CHEMIA, która musi zaistnieć między pracownikiem, a tą bardzo specyficzną pracą. Wielu chciało, próbowało, ale niestety poległo. Spotykam też ludzi, którzy po cichu pragną zakładać takie firmy i marzą o wielkich projektach eventowych, z laptopem na kolanach, pod adresem domowym. Czyżby „sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem”? Mała rada. To się nie sprawdzi. Żeglarzu, porażka jest bliżej niż myślisz. Sylwia Matczak – absolwentka Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu w Szczecinie, specjalność: ekonomia organizacji i zarządzania, a także zarządzanie projektami oraz psychologia marketingu i reklamy. Obecne zainteresowania koncentrują się na zagadnieniach związanych z event managementem i marketingiem. Właścicielka firmy eventowej „In Spe”. Prywatnie pokorny sługa dwóch kotów, miłośniczka sztuki i fotografii oraz aranżacji wnętrz i szalonych butów.
sam sobie sterem żeglarzem okrętem co to znaczy