Reverso Context oferă traducere în context din poloneză în engleză pentru "właściwy człowiek na to stanowisko", cu exemple: Ponieważ to właściwy człowiek na to stanowisko.
Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Po czterech latach pracy w Wenezueli abp Pietro Parolin powraca do Watykanu, aby objąć stanowisko sekretarza stanu. Papież Franciszek ogłosił decyzję o powołaniu swego najbliższego współpracownika w gorący dzień rzymskiego lata, teoretycznie jeszcze w czasie wakacji Kurii Rzymskiej
Właściwy człowiek na właściwym miejscu – oto odpowiednia dewiza dla zarządów cmentarzy. Wpadanie myśli do niektórych głów powinno być wliczane do statystyki nieszczęśliwych wypadków. Wszyscy mają wolną wolę, ale tylko niektórzy do wynajęcia.
Najlepszy pediatra pod słońcem. Człowiek, który kocha to co robi i robi to z miłością. Do małego pacjenta podchodzi z taką sympatią, że wszyscy lekarze mogli by się od niego uczyć. Jest zaangażowany, nie robi nic na szybko, czy byle jak. Przyjął moją córkę mimo, że na ostatni moment umówiłam wizytę.
Tłumaczenia w kontekście hasła "człowiek na miejscu" z polskiego na angielski od Reverso Context: Potrzebny jest nasz człowiek na miejscu.
Znakomity specjalista. Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Wiedza, komunikatywność, szacunek, zaangażowanie, pasja. Polecamy i dziękujemy serdecznie.
IQoARl. Najlepsza odpowiedź „Właściwy człowiek w złym miejscu” ze względów estetycznych. Oba są improwizowane wariacje na temat – fraza „właściwy człowiek we właściwym miejscu”. Ale pierwsza działa, ponieważ zaczyna się poprawnie – a następnie kończy się zwrotem akcji. Drugi zawodzi, ponieważ zaczyna się od zwrotów akcji, a kończy się poprawnie. Nie możesz zacząć od zwrotów akcji – ponieważ zwrot akcji musi grać z oczekiwaniami, które zostały skonfigurowane, a następnie są obalane. ponieważ wtedy kończysz zdanie słabo – nie hukiem, ale skomleniem. Ponadto – pierwsze zdanie nadal byłoby ważne – nawet jeśli mężczyzna byłby zły na to miejsce. „To był właściwy człowiek, w niewłaściwym miejscu. Byłby we właściwym miejscu – ale tylko gdyby to była konwencja idioty i potrzebowali gościa. ” Odpowiedź Oba są równie ważne. W kluczowej scenie z Mrocznego rycerza (mam nadzieję, że widziałeś to inaczej, przestań to teraz czytać i idź po to) Harvey Dent reprezentuje właściwego człowieka w niewłaściwym miejscu. Najlepiej nadaje się do postawienia przestępców przed obliczem sprawiedliwości w Gotham. Chociaż jest bliznami, nie wiemy, jak głęboko się to dzieje, dopiero później. W ten sposób zostaje zniszczone niewłaściwe miejsce, ponieważ jego podstawowa natura jest zniszczona. Batman ratuje go, reprezentując niewłaściwego człowieka we właściwym miejscu. Bruce oddaje się swojemu emocjonalnemu związkowi z Rachel Dawes i wierzy, że ją uratuje. W tym samolubnym akcie podejmuje złą decyzję w stosunku do większego dobra, ale dzięki sztuczce Jokera ostatecznie ratuje „właściwą” osobę.
Kiedy zaczęłam pisać tego bloga, po głowie chodziło mi wypracowanie mojego męża z II klasy technikum leśnego (w Tułowicach), od którego tak naprawdę chciałam zacząć pisać posty. Jednak podczas przeprowadzki zawieruszyło się gdzieś i pomimo kilkakrotnych, gruntownych poszukiwań nie udało mi się go odnaleźć. Wczoraj, szukałam dziecku zdjęcia do legitymacji i w kuferku wśród dokumentów leżała niepozorna, lekko zgnieciona kartka w kratkę formatu A5. Zainteresowałam się nią od razu, bo wiedziałam, że skoro jest wśród dokumentów, to musi być ważna. No i się nie myliłam, to wypracowanie Marcina, którego tyle szukałam. Myślę, że nie muszę nic więcej komentować- po prostu przeczytajcie: "WIOSENNE PRAKTYKI" Odkąd owładnęło mną myśliwskie hobby, nieodmiennie wiosenne obcowanie z przyrodą stanowiło dla mnie koronę osobistych emocji, więc każdy wyjazd na wiosenne praktyki przyjmowałem z radością. Praca w lesie, możliwość oglądania i zachwycania się jego pięknem wzbudzała we mnie pewien dreszczyk, odznaczający się wielkim podziwem dla człowieka wspomagającego środowisko leśne. Już podczas wyjazdu doznawałem pierwszych wrażeń, a szczególnie zachwycający był obraz budzącego się do życia poranka. Każdego dnia praktyk, po dotarciu na miejsce, wpatrywałem się w otaczający mnie las. Wówczas wciągałem pełną piersią rześkie, wiosenne powietrze, rozkoszowałem się nastrojem poranka, błądziłem wzrokiem po niebie i po szczytach drzew tak, że cała ta chwila przynosiła coraz większy spokój. Cisza ta przypominała mi o fragmencie z "Pana Tadeusza", którego wcześniej obowiązkowo uczyłem się na pamięć: "Cicho; próżno myśliwi natężają ucha; Próżno, jak najciekawszej mowy, każdy słucha Milczenia, długo w miejscu nieruchomy czeka; tylko muzyka puszczy gra do nich z daleka" Urok ten trwał krótko, gdyż nadchodził czas pracy. Myśl o tym, że będę sadził sadzonki, z których wyrośnie prawdziwy las, pchała mnie jeszcze bardziej do przodu. W większości praktyk sadziłem drzewka, ponieważ bardzo mi to odpowiadało. Pewnego dnia podczas przerwy śniadaniowej zastanawiałem się nad pięknem otaczającej mnie przyrody. Doszedłem do wniosku, że w lesie piękno jest wszędzie , trzeba je tylko umieć dostrzec i wchłonąć. Trzeba umieć patrzeć i czuć, widzieć i zachwycać się nim. Świadomość, że piękno takie istnieje i może być dostępne, opromieni niejedną chwilę ciężkiego życia, niejeden raz doda sił do walki. Tą całą otchłań piękna daje nam las, naszą zaś rzeczą jest nauczyć się korzystać z tego dobra, posiąść jak najdokładniej tą wartościową umiejętność, następnie zaś umieć ją zastosować. Wpływ lasu w moim życiu jest bardzo duży, więc każdy powrót do internatu oznaczał dla mnie pożegnanie się z nim, lecz nie na długo, gdyż świadomość o powrocie do niego następnego dnia napajała mnie ogromną radością. Od napisania tego tekstu minęło kilkanaście lat. Dziś Marcin jest leśniczym do spraw łowieckich w OHZ-cie. W międzyczasie zawsze pracował w lesie. Słowa powyższe choć tak dawno pisane, nadal są prawdziwe i znaczą tyle samo co dawniej. Kiedyś już pisałam, że dla mojego męża LAS= ŻYCIE i jak widać, tak jest już długo. Mogę tylko powiedzieć, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu i pozazdrościć uwielbienia swojej pracy. Drodzy Państwo- takich mamy w kraju Leśników i Myśliwych. Powinni o tym wiedzieć przede wszystkim Ci, którzy myśliwego spostrzegają jako najgorsze zło, wyzywają od szkodników i morderców. Uwierzcie mi, że mój mąż jest zapalonym myśliwym i ma wiele zwierzyny na swoim koncie, ale Przyroda, Zwierzęta i Myślistwo, to dla niego świętość i jak większość CUDOWNYCH myśliwych, których znamy, przestrzega etyki łowieckiej jak dekalogu.
Choć od wyboru Zbigniewa Bońka na stanowisko prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej minęło już trochę czasu, to ciągle nie milkną echa tego ważnego dla polskiego futbolu wydarzenia. Choć od wyboru Zbigniewa Bońka na stanowisko prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej minęło już trochę czasu, to ciągle nie milkną echa tego ważnego dla polskiego futbolu wydarzenia. Boniek o fotel sternika PZPN ubiegał się już cztery lata temu, ale wówczas przegrał z Grzegorzem Latą. Niestety... Jak pamiętamy, w piątek już po drugiej turze mógł odbierać gratulacje. Dziś oczywiście jeszcze nie sposób przewidzieć, jakim Boniek będzie prezesem. O tym przekonamy się dopiero po kilku, kilkunastu miesiącach. Jedno jest natomiast pewne, polską piłkę nożną będzie reprezentował w Europie i na świecie człowiek z klasą, były świetny piłkarz (jeden z najlepszych w historii), skuteczny biznesmen, który podczas swojego wystąpienia na zjeździe poprawną polszczyzną, bez kartki, omówił swoje credo. Boniek przedstawia wszystko to, co jest najlepsze w naszej bardzo ułomnej kopanej. Jako młody zawodnik cechował się wyjątkowo niepokornym charakterem, ale w dobrym rozumieniu tego słowa. Umiejętnie potrafił pokierować swoją karierą, do maksimum wykorzystał nieprzeciętne umiejętności, które zawsze popierał ciężką pracą. Nie zmarnował talentu, co było udziałem wielu innych. I trzeba wierzyć, że do tej zatęchłej siedziby przy ulicy Bitwy Warszawskiej wpuści dużo świeżego powietrza. No i przede wszystkim - na zawsze pożegna się z całą plejadą działaczy prezentujących tak zwany sportowy beton. Chcemy wierzyć, że o Zibim będziemy mogli mówić - właściwy człowiek na właściwym miejscu.
Rozmowę w Tygodnikiem Płockim nowy wiceprezes Wisły Płock ds. sportowych Bogdan Zajączkowski rozpoczął od stwierdzenia: – Nie jestem przyzwyczajony do biurka. Swoje urzędowanie musiał rozpocząć od dokładnego przeanalizowania tego, co dzieje się w klubowych zespołach seniorów. A nie dzieje się dobrze. Zespół piłki nożnej zajmuje miejsce w strefie spadkowej, a piłkarze ręczni nie tylko odpadli z europejskich pucharów, także przegrali mecz ligowy. Nie tak miał wyglądać ten sezon w ich Zajączkowski jest przede wszystkim związany z piłką ręczną, ale jak twierdzi, drugiej klubowej dyscyplinie będzie teraz poświęcał nie mniej czasu. Przypomnijmy, że jako trener zespołu seniorów odniósł z Wisłą największe sukcesy. I drużynę objął w sezonie 1992//93. Do 2000 roku, kiedy to przestał być szkoleniowcem Nafciarzy, wywalczył z zawodnikami pierwszy w historii Płocka tytuł Mistrza Polski, zdobył także cztery srebrne i dwa brązowe medale oraz pięć Pucharów Polski. W tym czasie dwa razy Wisła awansowała do ćwierćfinałów europejskich pucharów, w sezonie 1993/94 i 1996/97. W 2000 roku został trenerem kadry narodowej i to w tym czasie reprezentacja Polski wywalczyła wreszcie awans do finałów Mistrzostw Europy. Wielu dziś grających w kadrze narodowej piłkarzy, właśnie wtedy wyjechało do bardzo dobrych drużyn zachodnich, by tam podnosić swoje umiejętności, co miało ogromny wpływ na obecne wyniki narodowej drugim swoim podejściu do Wisły, trener Zajączkowski wraz z zespołem zdobył srebrny medal w 2007 roku i złoty w 2008, awansował również do Ligi Mistrzów, a prowadzony przez niego zespół dwukrotnie zdobył Puchar Polski. Od 27 października znów pracuje w Wiśle Płock, tym razem na stanowisku wiceprezesa ds. dni pracy, to przede wszystkim rozmowy z osobami, które bezpośrednio zajmują się pierwszymi zespołami. – Jak jest przedstawiciel piłki ręcznej w zarządzie, to jest to korzystne dla sekcji, ale ja nie zamierzam zajmować się tylko tą jedną dyscypliną – tłumaczył. – Przede wszystkim mam teraz większe pole do popisu, ale i znacznie większą odpowiedzialność. Jest bardzo wiele takich obszarów, którymi trzeba zająć się natychmiast i muszę tu zaznaczyć, że na razie nie zamierzam rozmawiać o jakichkolwiek zmianach kadrowych, są znacznie ważniejsze ważniejsze sprawy to przede wszystkim brak lekarza i odnowy biologicznej dla zawodników. – Nie wiem, kto do tego dopuścił, ale w zawodowym świecie sportowym to nie do pomyślenia, by kupować za duże pieniądze graczy, a potem nie dbać o nich należycie – mówił. – To jest nielogiczne – przecież zawodnicy to majątek klubu. Podobnych problemów i pytań jest mnóstwo. Być może ktoś przez miesiące wpadł w rutynę, a tu potrzebne jest inne spojrzenie. Przecież przed Wisłą jest bardzo ważny, choć nie najważniejszy w tym sezonie mecz, tymczasem sytuacja kadrowa nie jest najlepsza, są problemy z dyspozycyjnością zawodników. – Nie może być tak, że zawodnik kontuzjowany wchodzi do gry – tłumaczy. – Trzeba racjonalnie dysponować siłami piłkarzy, już dziś postawić sobie cele, czy ważny jest najbliższy mecz z VIVE i zwycięstwo za cenę zdrowia zawodników, czy racjonalne dysponowanie ich siłami. W wielu przypadkach nawet nie znamy efektów leczenia piłkarzy. Ja nie twierdzę, że wszyscy muszą leczyć się w Płocku. Samdahlowi to odpowiada, a Kuzelevovi nie. I dlatego mam nadzieję, że wypracujemy taki model, że współpraca będzie ścisła. To jedno z najważniejszych zadań, jakie stawiam teraz przed sobą. Nie jest wykluczone, że ten problem dotyczy obu do zdrowia zawodników i leczenia ich kontuzji, to w Wiśle jest z tym różnie. Trudno usprawiedliwić postępowanie klubu z jednym z rozgrywających, który grał końcówkę poprzedniego sezonu z kontuzją, a potem czekał od maja do lipca, by poddać się operacji. W rezultacie dopiero w październiku wrócił na boisku. Trudno ocenić pozytywnie występy Larsa Madsena, ale z drugiej strony zawodnik jest kontuzjowany i przede wszystkim powinien wyleczyć swoje dolegliwości, by potem w pełnej krasie swoich możliwości wrócić na boisko. Nie jest też dobrym rozwiązaniem, kiedy jeden z bramkarzy gra z pękniętą kością dłoni, a drugi narzeka na uraz, z powodu którego zostaje natychmiast odesłany ze zgrupowania przykładów można podać dużo. Do tego dochodzi brak wiedzy o postępie leczenia, choćby Kuzeleva, który wyjechał z Płocka do swoich lekarzy i tak na dobrą sprawę trudno przewidzieć, kiedy i w jakim stanie wróci. – Mamy XXI wiek, a tak naprawdę nie ze wszystkim jesteśmy w stanie nadążyć za światem – zakończył dyskusję na ten temat wiceprezes Zajączkowski ma podpisany kontrakt do 30 czerwca 2012 roku, ale jak sam stwierdził, każdy można wcześniej rozwiązać. Po raz pierwszy w życiu, choć nawiązuje współpracę z klubem po raz trzeci, nie ma postawionych konkretnych celów. – Ale oczywiście utożsamiam się z tym zadaniami, które zostały postawione przed trenerami. W końcu to jedziemy na tym samym wózku, nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Jola Marciniak Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś".
Rywalizacja była zacięta do końca. Dziś możemy uroczyście ogłosić, że zwyciężczynią naszego plebiscytu „Sołtys roku” została Mariola Dorsz, sołtyska Jerki w gm. Krzywiń. Gdy w poniedziałek pojechaliśmy do niej z gratulacjami, nie kryła zdziwienia. Zdaniem mieszkańców jak najbardziej zasługuje na ten tytuł. Wystarczy zacytować treść jednego z esemesów zgłaszających kandydaturę pani Marioli: W czasie jej kadencji w Jerce powstała minisiłownia, plac zabaw dla dzieci. Pięknie zagospodarowała plac przy rondzie w naszej miejscowości. Pod jej czujnym okiem zakwita nawet rama od roweru. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Pani Mariola z Jerką związana jest od blisko 30 lat, funkcję sołtyski pełni od 2015 r. Kandydować postanowiła za namową ustępującego sołtysa. Zarządza największym sołectwem w gminie Krzywiń. Mówią o niej: kobieta-instytucja, która daje się poznać jako świetna organizatorka życia wiejskiego. Co chwilę po głowie chodzą jej nowe pomysły. – W parku mamy siłownię zewnętrzną. Krok po kroku powstaje chodnik przy ul. Łowieckiej – cieszy się Mariola Dorsz, wymieniając tylko niektóre zrealizowane w ostatnim czasie w Jerce inwestycje. Spogląda też z dumą na okazały puchar, który zajmuje jedno z honorowych miejsc w gościnnym pokoju. – W tym roku wywalczyliśmy go w turnieju wsi gminy Krzywiń – mówi. Sukces cieszy tym bardziej, że drużyna zbierała się niemal na ostatnią chwilę. Podeszli do sprawy na luzie i udało się. Nagrodą było 700 zł – jeszcze nie zdecydowali na co ją przeznaczą. Wiedzą za to na pewno, że w przyszłym roku do kalendarza imprez w Jerce trzeba wpisać kolejną – właśnie turniej wsi. Jako tegoroczni zwycięzcy będą bowiem jego organizatorami. Pani sołtys sporo pracy wkłada też w organizację dożynek. Podczas ostatnich sama zadbała o dożynkowe przyśpiewki. W radzie sołeckiej Jerki zasiada mąż pani Marioli. Początkowo chciał zrezygnować z pełnienia tej funkcji, ale ostatecznie postanowił zostać na posterunku jeszcze choć jedną kadencję. – Jako członek rady sołeckiej nie mam wyjścia, muszę słuchać żony – śmieje się Stanisław Dorsz. Anna Maćkowiak Cały artykuł w 40 numerze Panoramy Leszczyńskiej. Zapraszamy do zakupu e-wydania:
właściwy człowiek na właściwym miejscu